poniedziałek, 15 października 2012

Niedzielna wyprawa na grzyby.)



              Po brzydkim poranku i przedpołudniu wczorajsza niedziela rozświetliła się  w południe pięknym i dającym mnóstwo ciepła słońcem. I to zachęciło nas z mężem do odwiedzenia lasu by  spróbować uratować żur wigilijny chociaż odrobiną prawdziwków.





W lesie było cudnie, ciepło i bajecznie kolorowo .
Cisza i spokój zakłócane tylko świergotem ptaków.


 






Pierwszego grzyba znalazłam ja, ale był to na razie tylko kozaczek.





Później były różne trujaczki .













I pierwszy prawdziwek męża.

A efekt końcowy  po dwu godzinach chodzenia po lesie jak poniżej.
Niestety ja znalazłam tylko dwa prawdziwki , resztę mąż z czego był niezmiernie uradowany.
Tak, że żur jest uratowany.

Grzybki zabrane z lasu niestety z grzybnią / a fe!/ ,ale niestety mąż zaraz na wstępie zgubił nóż.



                                            Dobrze, że zdjęcie zrobiłam jeszcze w samochodzie, gdyż po powrocie do domu był obiad a później mąż grzyby oczyścił,  a ja zupełnie zapomniałam o tym, że mam je zdjąć  i po prostu je pokroiłam, i do piekarnika.

 A na koniec:

Pięknie słonecznie prześwietlona polana.




 I napotkany rowerzysta zdobywający górki.




A także spotkana salamandra, która niestety zwinnie umknęła i tylko przód udało mi się uchwycić.
.




4 komentarze:

  1. niestety u nas grzybów mało....dlatego byłam tylko raza:)))piękne prawdziwy:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas rosną ale ja należę do osób, które nie kochają grzybobrania ale potowarzyszyłam mężowi by chociaż do żuru wigilijnego uzbierać i udało się.)

      Usuń
  2. Ja też uwielbiam chodzić po lesie, nawet jak nie ma grzybów. Piękne zdjęcia, szczególnie słonecznej polany!
    Mam nadzieję, że trujaczki są tylko na fotografii, a nie w koszyczku ;)
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i pozostawione słowo.