poniedziałek, 29 października 2012

Na szary dzień.)


Zima nas zaskoczyła w tym roku wyjątkowo wcześnie , wokół domu wygląda tak.

A ten wczesnojesienny kolażyk na poprawę nastroju, który niestety odpowiada temu co za oknem.






niedziela, 28 października 2012

Pobieliło wokół pierwszym sniegiem w tym roku.)


Po wczorajszym silnym wietrze, szczególnie wieczorem,  dzisiaj rano taki obraz wokół domu nas przywitał.
Pierwszy śnieg tego roku spadł o wiele za wcześnie. 
Śnie  lubię, ale w zimie, czyli najwcześniej  od późnego grudnia.
Listopad natomiast lubię jesienny,  mimo  iż jest szary , pozbawiony kolorów
Niestety nie my decydujemy o tym jaka aura się pojawia. 
I dobrze, ale ten wczesny śnieg   skomplikuje bardzo czas przed 1 listopadem.









piątek, 26 października 2012

Na ponury dzień.)






Na polu ziąb, że nosa nie chce się nawet za drzwi wychylać, a co dopiero wychodzić z domu .
Ponuro, szaro, depresja jesienna zaczyna mi doskwierać coraz bardziej.
Liście z drzew opadają w tempie zawrotnym.
Słońca się chce choćby w takiej postaci.




 Dla poprawy tego nastroju  wrzucam taki wiosenno letni kolażyk z czytającą córą pośrodku.


poniedziałek, 22 października 2012

Dzisiaj króciutko, gdyż mam ogromny deficyt czasu.
Te prawdziweczki w liczbie 8 sztuk, które zapełniły cały koszyczek mąż uzbierał rano w niedzielę w innym lesie niż byliśmy poprzednio.



I już mamy suszonych prawdziwków pewno z pół kilograma.Po raz pierwszy w zasadzie od zawsze nie muszę kupować ani zdobywać w inny sposób grzybów na wigilię, a nawet mogę się podzielić z siostrą, która w tym roku nie mogła niestety sama zbierać grzybów.

sobota, 20 października 2012

O lesie i nie tylko.)



Ranek sobotni był mglisty, cały świat zasnuty był szarą, wilgotną, październikową mgłą.





Po wyjściu z domu zauważyłam ot taki misterny efekt pracy  pająka, który po rozsnuwał swoje nitki wokół barierki.



 I tym razem wybraliśmy się z mężem do lasu na grzyby, było dość wcześnie więc w lesie jeszcze ścieliła się szarość , gdyż  słońce dopiero co zaczęło  rozsyłać swoje jasne, świetliste promienie.




Grzybów niestety było niewiele, ale za to natrafiłam na okazałego muchomora, którego obfotografowałam.





Gdy wyjeżdżaliśmy z lasu, żegnał nas już pełnym słońcem.


Tym razem grzybobranie zakończyło się fiaskiem, ale za to zażyłam ruchu i dotleniłam płuca , a to najważniejsze.

czwartek, 18 października 2012

A w lesie jeszcze zielono.)


  Z dzisiejszego wypadu na grzyby .
 Las zmienia swoje kolory, a jednak jeszcze w nim sporo zieleni, chociaż już po połowie października.







środa, 17 października 2012

Spojrzenie z góry.)




Gdy byliśmy w niedzielę na grzybach z lasu mogliśmy oglądać

z jednej strony dolinę Dunajca i moją miejscowość, czyli Czchów


a z drugiej zalew Czchowski na Dunajcu.



wtorek, 16 października 2012

Leśne ostępy.)

    

Niedzielna wycieczka do lasu za obfitowała nie tylko w grzyby, które pokazałam tu , ale również  w pewną ilość zdjęć, które pokazuję dzisiaj i pokażę w następnym poście .
Dzisiaj jesienny las na moich zdjęciach.












poniedziałek, 15 października 2012

Niedzielna wyprawa na grzyby.)



              Po brzydkim poranku i przedpołudniu wczorajsza niedziela rozświetliła się  w południe pięknym i dającym mnóstwo ciepła słońcem. I to zachęciło nas z mężem do odwiedzenia lasu by  spróbować uratować żur wigilijny chociaż odrobiną prawdziwków.





W lesie było cudnie, ciepło i bajecznie kolorowo .
Cisza i spokój zakłócane tylko świergotem ptaków.


 






Pierwszego grzyba znalazłam ja, ale był to na razie tylko kozaczek.





Później były różne trujaczki .













I pierwszy prawdziwek męża.

A efekt końcowy  po dwu godzinach chodzenia po lesie jak poniżej.
Niestety ja znalazłam tylko dwa prawdziwki , resztę mąż z czego był niezmiernie uradowany.
Tak, że żur jest uratowany.

Grzybki zabrane z lasu niestety z grzybnią / a fe!/ ,ale niestety mąż zaraz na wstępie zgubił nóż.



                                            Dobrze, że zdjęcie zrobiłam jeszcze w samochodzie, gdyż po powrocie do domu był obiad a później mąż grzyby oczyścił,  a ja zupełnie zapomniałam o tym, że mam je zdjąć  i po prostu je pokroiłam, i do piekarnika.

 A na koniec:

Pięknie słonecznie prześwietlona polana.




 I napotkany rowerzysta zdobywający górki.




A także spotkana salamandra, która niestety zwinnie umknęła i tylko przód udało mi się uchwycić.
.