środa, 28 grudnia 2016

Chleb......


             Już od wielu lat piekę sama chleb i głównie taki w domu jemy. Ale do pewnego czasu piekłam tylko w brytfankach...chleb razowy, pszenno -  żytni na zakwasie i jakoś nie mogłam się przemóc, by piec chleb w garnku, chociaż już dawno kupiłam sobie na allegro fantastyczną formę glinianą. I właściwie dopiero w listopadzie odważyłam się, i udało się,  a na dodatek tak nam taki chleb posmakował, gdyż jest jak pieczony w piecu, że teraz piekę tylko w ten sposób.  Dzisiaj będzie kolejny a ten został zjedzony przez Święta.






         Wprawdzie dzisiaj środa u maknety , na dodatek ostatnia w tym roku, ale nie mam się czym pochwalić, bo akurat nic nie dziergam i dopiero  się zastanawiam co na druty wziąć więc tylko taki króciutki post z chlebem, przy okazji którego życzę wszystkim do mnie zaglądającym, by przyszły rok nam obfitował na wielu płaszczyznach, a my byśmy nie zapominali, że są na świecie ludzie, którym brakuje nawet chleba......







Chleb otwiera każde usta.

                                                                      Jerzy Lec


piątek, 23 grudnia 2016

Kwitnące drzewko szczęścia, świąteczny wiersz i garść życzeń świątecznych.......



       Od wielu lat mam kilka drzewek szczęścia, ale dopiero w tym roku i to na samo Boże Narodzenie jedno z nich po raz pierwszy mi zakwitło. Obfociłam go więc




 i życzę wszystkim do mnie zaglądającym, by szczęście gościło w Waszych domach w te nadchodzące świąteczne dni i nie opuszczało  Was i Waszych rodzin w nadchodzącym roku.

 Wieczór Wigilijny zaś niech ma taki klimat jak w wierszu, który niżej cytuję.....

E. Waśniowska

Wigilijny Wieczór, opłatek na stole, 
Zapach potraw wśród płonących świec, 
Betlejemska gwiazda mruganiem wesołym 
Niesie ziemi swą niebiańską pieśń.

Bóg Miłością dusze rozświetla 
I opłatek błogosławi biały, 
Wlewa pokój w nasze smutne serca 
Narodzony dzisiaj Jezus mały.

Niechaj ziemię rozśpiewa kolęda, 
Każdy dom i każdego z nas, 
Niechaj piękne Bożonarodzeniowe Święta 
Niosą wszystkim betlejemski blask.



--------------------------------------
Wiersz odkryłam na stronie 

piątek, 16 grudnia 2016

Zimowy epizod.......


       W tym tygodniu nie miałam się czym pochwalić jeżeli chodzi o wspólne dzierganie i czytanie a poza tym dopadło mnie przeziębienie i jestem rozbita totalnie więc do żadnego działania niezdolna.
Ten post będzie więc tylko zdjęciowy. We wtorek już się nie najlepiej czułam, ale musiałam wyjść na pocztę więc opuściłam domowe pielesze i powędrowałam. Po poniedziałkowym słonecznym i mroźnym dniu akurat we wtorek się ociepliło i padał śnieg. Zrobiło się ładnie zimowo co skłoniło mnie do  pstryknięcia paru zimowych fotek, na których moja miejscowość przybrana jest w świąteczną i  zimową szatę.




 Dzisiaj świeci słońce i po śniegu nie ma już nawet śladu.



       Dopiero w samym środku zimy przekonałem się, że noszę w sobie niepokonane lato.

                                                                     Albert Camus


środa, 7 grudnia 2016

I znów środa....wspólnie czytamy i dziergamy (8)


             Aura zimowa wymaga ciepłego otulania się i ja ze swym powstającym z recyklingowanej włóczki  szalikiem wprawdzie pomału, pomału, ale finiszuję. Odkąd go zaczęłam dziergać zmienił się planowany jego posiadacz i chyba w efekcie będę nim ja. Nabyłam sobie ciemny płaszczyk i jeżeli będzie mi w tej bieli to twarzy / w co niestety powątpiewam /  dorobię sobie czapkę i będę mieć ciepły  komplet. 






Z czapką mam większy problem  niż z szalikiem, bo mam płaską głowę z tyłu i w zasadzie z tego powodu nie noszę czapek, bo się w nich sobie nie podobam. Owszem obecnie mam zimowy komplet, tyle że ciemny i nie ożywia płaszcza, ale w nim jest duża czapa z pomponem i ta mi odpowiada.
Pomyślałam jednak o tym, by wydziergać sobie czapkę o innym wzorze, i szukając w Dropsie znalazłam wydaje mi się odpowiedni dla mnie, który mi się najbardziej  spodobał i chyba dam sobie z nim radę. Jest prosty a efektowny. Na bieli może nie będzie się tak  ciekawie prezentować, jak w tej koralowej, czy też malinowej  czerwieni, ale zobaczę.


Mam nadzieję, że do Świąt zdążę.

Czytelniczo też sobie nieźle, jak na moje skromne  możliwości czasowe, radzę.Dzisiaj skończyłam "czytać " słuchając "Włoskie buty" Mankela, w których życie bohatera w ciągu jednego roku zmieniło się o 360 stopni. Z samotnika mieszkającego od ponad 10-lat na wyspie  stał się niespodziewanie  posiadaczem rodziny a w jego ustabilizowane życie wtargnęło zamieszanie, ale i nowy powiew wniosły kobiety; ta która jego odnalazła, by mu przedstawić przed swą śmiercią córkę, której istnienia nigdy by nie przypuszczał, i ta którą on odszukał, by ją przeprosić za to, że kiedyś stał się przyczyną jej dramatu. To wszystko sprawia, że staje się innym człowiekiem...ponownie otwiera się na innych. 
W powieści jest mowa o starości,  samotności z wyboru i umieraniu, ale w sumie nie mogę powiedzieć, by ze względu na inne również wątki książka przygnębiała. Ja takiego wrażenia nie odniosłam a wiele można wynieść z jej czytania również dla siebie, gdyż jej fabuła pobudza do refleksji.
"Mr. Pebble i Gruda" to niestety cegła / 901 str./ więc dobijam na razie połowy i nadal czytam z zainteresowaniem. Książka nie nudzi.
A dzisiaj znalazłam na Storytelu serię kryminalno-detktywistyczną, o której czytałam same pochlebne opinie a jest nią seria z "Agathą Raisin" i zaczęłam "czytać" słuchając pierwszy jej tom :


zdjęcie pochodzi ze strony LC

Post powstał w ramach środowych spotkań u maknety
Pozdrawiam ciepło, bo za oknem mróz się wzmaga i życzę wszystkim uczestniczkom spotkań  przyjemnego wieczoru z robótka i książką.


______________________

"Przeczytane" przez odsłuchanie "Włoskie buty" posiadają 256 stron. i biorą udział w wyzwaniu "pochłaniam strony"

środa, 30 listopada 2016

Robótkowo i czytelniczo, ale nie tylko ...(7)



               Za oknem zima. Tak było rankiem zanim słońce zdecydowało się jednak nie wyjść z poza chmur : 





Niesamowite jak czas szybko nam biegnie....teraz od środy do środy. Nie tak dawno rok zaczynaliśmy a już mamy znów Adwent i  Andrzejki.  A tak w ogóle to moje już siódme   środowe spotkanie u maknety. Wydaje się, że nie tak dawno doszlusowałam do spotkań a tu już minęło siedem tygodni. I czy czas nie jest rączym jeleniem, który chyżo pomyka?
I co ja takiego zdziałałam w minionym tygodniu?.....szalik się dzierga i jest coraz dłuższy, i nawet nie najgorzej się po  zmianie grubości włóczki i drutów zapowiada.  Może pokuszę się również o czapkę, bo recyklingowej włóczki wystarczy i na nią.





  A z biżuterii powstały dwa naszyjniki : szkło weneckie na rzemieniach skórkowych.

Czytam nadal książki, o których pisałam poprzednio, ale w międzyczasie wprost połknęłam tę niewielką książeczkę zawierającą fragmenty  homilii ks. Jana Kaczkowskiego odnoszące się do tego co ważne w życiu. Muszę przyznać, że wcześniej nie sięgałam po jego książki i w zasadzie wysłuchałam tylko jednego jego kazania na youtube , ale to sprawiło, że czytając tę książeczkę słyszałam wciąż jego charakterystyczny głos. Tak jakbym sobie ją czytała jego głosem, z jego intonacją.



         A na koniec ostatni bukiecik róż.......co roku mąż robiąc porządek w ogrodzie przynosi mi  róże, które jeszcze pozostały na krzakach ..........a ja je sobie zasuszam....może i z tymi tak zrobię.




Pozdrawiam ciepło i serdecznie uczestniczki naszego spotkania oraz wszystkich, którzy mnie odwiedzą.

sobota, 26 listopada 2016

Jesienny fragment Nowego Sącza.......


          Dzisiaj będzie zdjęciowo. Zawsze kiedy odwiedzam Nowy Sącz staram się zrobić kilka zdjęć. Bywają to różne ujęcia, ale lubię ogromnie ten fragment miasta, który mi się w różnych porach roku jawi przed oczyma, gdy czekam na powrotny autobus. Gdybym jeździła samochodem omijała by mnie ta wielka przyjemność patrzenia choćby tym razem na piękny jesienny pejzaż tego miejsca.  To był przełom października i listopada...


A   przystanek, na którym czekam na środek lokomocji, który przeniesie mnie znów do Czchowa,  przesłania cudnie rozrośnięta wierzba płacząca....           
 






środa, 23 listopada 2016

Środa a więc o dzierganiu i czytaniu...ale nie tylko.(6)



            Wczoraj pisałam o tym, że powracam do tworzenia, ale to za duże słowo, gdyż raczej do składania biżuterii i pokazałam swoje nowe wytwory a dzisiaj spotykamy się u maknety więc będzie o  dzierganiu i czytaniu. Ale zanim do tego przejdę pokażę chustę jaką koło 40-tu lat temu wyszydełkowała  moja nieżyjąca już mama. Chusta jest duża i ładna jeżeli chodzi o wzór jakim została wykonana. Jedyny jej mankament to kolor, beżowy bez wyrazu,  ale niestety w tamtym czasie anilany, z której jest wyszydełkowana nie odznaczały się ładną, żywą kolorystyką. A poza tym ciężko było ładny kolor kupić. Myślę o jej ufarbowaniu, bo jest nic nie zniszczona ...na kolor jaki lubię, czyli gorzkiej czekolady. 
A oto ona : na zdjęciu kolor wydaje się być ładniejszy, ciekawszy.



 Moja mama była prawdziwą artystką jeżeli chodzi głównie o dzierganie, ale i z szydełkiem sobie radziła, nie tak jak ja.

A ja sprułam wreszcie golf, sprułam również zaczęty szalik, gdyż stwierdziłam, że lepiej go jednak dziergać z podwójnej ilości tych nitek, z których się odzyskana włóczka, czy może raczej przędza składa i jak na razie mam znów  początek, ale tym razem używam grubych drutów więc będzie szybciej. Z tym, że się zastanawiam czy zrobić zwykły szalik, czy taki na okrągło. Nad tym jednak się zastanowię jeszcze, gdy zobaczę jak to by wyglądało.



Czytam natomiast bardzo interesująco napisaną z wciągającą fabułą książkę, cegłę, Mariusza Ziomeckiego pt. "Mr.Pebble i Gruda", której bohater, poeta Jan Kamyk, po tragicznej śmierci żony opuszcza  kraj emigrując do Ameryki, gdzie pracuje na uczelni i sam zajmuje się swym opóźnionym w rozwoju synkiem. Jan, a właściwie John odcina się zupełnie od rodzinnego kraju żyjąc w nowej ojczyźnie uporządkowanym spokojnym życiem, ale ten upomni się o niego we wstrząsający sposób. Akcja książki  toczy się na amerykańskim Środkowym Zachodzie, w pobliżu Detroit i w Polsce....ja na razie jestem razem z Mr. Pebblem w USA, który jak na razie usilnie odrzuca zaproszenie swych przyjaciół do przyjazdu do Polski i spotkania się z nimi. 

             Jak można przeczytać na okładce : Akcja książki toczy się w Polsce i w USA, wśród pokolenia, które dorastało w siermiężnych czasach Gomułki, wkraczało w dorosłość w epoce gierkowskiej, przezywało początki opozycji, festiwal pierwszej "Solidarności", dramat stanu wojennego, zmagania reżimu z opozycją, samotność  emigracji. Korzenie dramatów, które splatają losy bohaterów, sięgają w głąb polskiej historii: do pewnego incydentu z wojny 1920 roku, do powstania warszawskiego, wreszcie do Holocaustu i okupacji na kresach".

Ja jestem dopiero na jej początku i muszę przyznać, że jestem bardzo ciekawa całej historii.

A drugiej książki słucham na Storytelu, do którego zachęcił mnie wpis monotemy. Jest nią świetna powieść nie kryminalna Henninga Mankela pt. "Włoskie buty" . Para bohaterów , kiedyś kochanków, spotyka się po latach. Każde z nich ma własny bagaż bolesnych doświadczeń przy czym kobieta ma żal do mężczyzny, że ją opuścił bez słowa wyjaśnienia. A przybywa do niego, na wyspę, na której mieszka, mimo iż porusza się przy pomocy balkonika, by  spełnił obietnicę jaką wiele lat temu jej poczynił.
I tu jestem ciekawa jak sytuacja będzie się rozwijała, gdyż w tej książce mam do czynienia z dużym ładunkiem emocji, przy czym to mężczyzna zaczyna pomaleńku wychodzić ze skorupy, do które się schował dwadzieścia lat wcześniej.

Załączam moc serdeczności dla wszystkich uczestniczek spotkania i pozdrawiam czytelników bloga.

wtorek, 22 listopada 2016

Powracam do biżuteryjnych wytworów.....



                 Jutro środa więc będzie o czytaniu i dzierganiu a dzisiaj tylko mały pościk, który miał być głównie zdjęciowy, ale niestety na złośliwość rzeczy martwych czasem nie ma rady i muszę poczekać na konsultacje z synem, by przerzucić zdjęcia ze smartfona na komputer. 
Ale zdjęcia będą tylko innego rodzaju i o innej tematyce.
                 Miałam dzisiaj małe "biznesowe" spotkanie, na które wczoraj przygotowałam maleńkie co nieco biżuteryjne.  Już dawno nic nie stworzyłam, bo jakoś poczułam się w pewnym momencie zniechęcona, ale od nowa nabieram wiatr w żagle i może coś tej zimy oprócz dziergania wytworzę ....a raczej oczywiście złożę. A  mam z czego, bo zapas kamieni naturalnych i dodatków mam spory...tylko pewne uzupełnienia porobię.
Spotkanie "biznesowe" bardzo się udało...myślę, że nie tylko ja byłam z niego zadowolona, lecz znajoma, która szukała czegoś na prezenty też.
 A oto co nowego zdziałałam......tym razem głównie  ze szkła weneckiego....




Z czarnego,  ślicznego  szkła weneckiego z uroczym fioletowym motywem  wyszła pełna uroku bransoletka ........na gumce silikonowej. Na ręce prezentuje się super.


 Naszyjniczek na sznurku bawełnianym ...minimalistyczny też swoja urodę ma.


I jeszcze jedna bransoletka ...połączenie szkła i drewna. Fajnie mi się to skomponowało.

Sama lubię takie własnie proste ozdoby......proste ale myślę, że posiadające swój urok i wdzięk.

Dziękuję za odwiedziny i pozostawiane komentarze oraz witam nowe osoby obserwujące blog.....dawno tego nie robiłam.


A na dobranoc moi ulubieńcy ...razem w duecie.....


środa, 16 listopada 2016

Recykling, czyli pruję i wykorzystuję......a także czytam.(5)



              Dzisiaj będzie o recyklingu. W ubiegłym roku wykorzystałam sweterek córki, który już się jej znudził do wykonania jej zimowego kompleciku. Ona sweterek spruła a ja  z odzyskanej włóczki wydziergałam jej czapkę i długi szal, które nie tylko okazały się praktyczne, ale sprawiły jej dużą przyjemność i komplet stał się jej ulubionym. A prezentuje tak :




Czapeczka z motywem warkoczowym a szal wykonałam ściegiem ściągaczowym.

                 Jestem w posiadaniu golfa, w którym nie zagustowałam i zdecydowałam, że go również spruję a zdobytą w ten sposób włóczkę przeznaczę na długi szal dla siostrzenicy. Pomysł swój zamieniłam w czyn i szal został zaczęty : 




W związku z tym, że czas mam krótki odłożyłam swoją poprzednią robótkę i to co z niej wyniknie pozostawiłam zdecydować później.
A jeżeli chodzi o czytanie to kończę "Dworzec ZOO" Davida Downinga, która to książka mnie bardzo wciągnęła i już żałuję, że Replika nie wydała kolejnych książek będących kontynuacją cyklu o Johnie Russellu i Effi Koenen.
Post powstał w ramach cyklu spotkań środowych u maknety  ... wspólne dzierganie i czytanie.

Pozdrawiam serdecznie wszystkie uczestniczki środowych spotkań ....

niedziela, 13 listopada 2016

Pierwszy śnieg....



                  I do nas dotarł pierwszy śnieg. Jego biel sprawiła, że zza okien mimo szarości wynikającej z braku słońca aż bije  blask. Gdybym była dzieckiem skakałabym z radości....jak zima cieszyła w tamtych latach i jak smucił fakt, gdy nastały lata prawie jej pozbawione. Dzisiaj nie jestem nią o tak wczesnej porze zachwycona, ale pierwsze  zdjęcia oczywiście zrobiłam otulonym puchem śniegowym choinkom rosnącym wokół domu.




 Miłość jest jak liść w lesie – czas ją zmienia, tak jak zima zmienia wygląd lasu.

                                                                                                                                                                                                        Emily Brontë


Miłośnikom muzyki dedykuję :




czwartek, 10 listopada 2016

Środa u maknety...chociaż dzisiaj czwartek.....(4)




                          Środę spędziłam poza domem, z mamą mojego męża, czyli moją drogą teściową. Poniższe zdjęcie przestawia to miejsce jesienią ubiegłego roku.....


.

          Dzień, jak i dzisiejszy, był był brzydki; zimny i pochmurny a nawet padało więc takiego zdjęcia nie mogłabym zrobić, nawet z tego powodu, że nie zachęcał do wychodzenia z domu. Spędziłam go więc na  zajmowaniu się kuchnią, gdyż  teściowa wymaga opieki i ja właśnie w środę zastępując moja córę, pełniłam rolę jej opiekunki, na rozmowach z nią oraz na machaniu drutami. Czytać nie miałam czasu, ale kuknęłam również  do książki. W tym tygodniu czytam dwie książki. Tę z Kolibra kończę czytać a zaczęłam jakiś czas temu w autobusie....do drogi najlepsze są Kolibry, bo nieduże i objętościowo i treściowo też. Natomiast "Dworzec ZOO" zaczęłam czytać, gdyż bierze ona udział w pewnym małym wyzwaniu czytelniczym.
A na drutach udało mi się wczoraj zakończyć coś melanżowego...czerń z brązem z motywem warkocza co na zdjęciach nie najlepiej widać.







 A co z tego będzie się zastanawiam jeszcze...na opaskę już nie za bardzo mam ochotę, gdyż co sobie zrobię kolejną to się w niej nie widzę. Pomyślałam więc, że może ten wydziergany element będzie zaczątkiem czapki. A jak to wyjdzie zobaczymy. Może już w następną środę będę mogła pokazać .....


 A o czym czytam pokazuję z braku czasu na okładkach. 






















Post ukazuje się dopiero teraz, gdyż zdjęcia zrobione wczoraj niestety były fatalne a i czasu zabrakło, ale zaliczam go do środowych spotkań u maknety.

Pozdrawiam ciepło i serdecznie uczestniczki spotkań i wszystkich, którzy tu zaglądną......


I dedykacja muzyczna.....



niedziela, 6 listopada 2016

Tropie i zalew czchowski w jesiennej krasie.......



             Z Wytrzyszczki przeprawiamy się promem do Tropia . Jest to prom na Dunajcu. Można powiedzieć, że oddziela Dunajec od zalewu czchowskiego.  Na zdjęciach pokazałam przeprawę, kościółek w Tropiu w jesiennej szacie a na kolejnych,  zrobionych w trakcie czekania na powrotną  przeprawę,  zalew w pełnej jesiennej krasie, po którym pływają łabędzie   i część Dunajca z dzikimi kaczkami.



                                              Figura św. Andrzeja Świerarda  koło kościoła.