środa, 1 lutego 2017

W środowym poście o tym do czego można użyć drutów do dziergania.(10)



           Veronique była w podłym nastroju. Po sześciu dniach w szpitalu, ze złamaną nogą, pękniętymi żebrami i podejrzeniem hipotermii, czuła się zmęczona i rozdrażniona. A trudno było o chwilę ciszy i spokoju, bo stale ktoś wchodził na oddział albo z niego wychodził. Dodatkowo na nerwy działało jej nieustanne pobrzękiwanie drutów, na których babcia z sąsiedniego łóżka dziergała największy chyba sweter na świecie.
           Najbardziej jednak przeszkadzało jej nieznośne swędzenie nogi pod grubym gipsem.
Doprowadzało ją do szału. Bardziej niż ból żeber. Próbowała poruszyć palcem u nogi, a nawet przekręcić gips, ale to bolało. I to bardzo. A swędzenie nie ustawało. Miała wrażenie, że po nodze wędruje stado mrówek. Gotowa była oderwać ja sobie, byle tylko przestała swędzieć.
            W końcu wpadła na pewien pomysł. Pożyczyła drut od starszej pani, myśląc, że upiecze dwie pieczenie przy jednym ogniu.
A teraz patrzyła ponuro na swoje udo, gdzie spod gipsu wystawał koniec drutu, którego nie mogła wyciągnąć. 
            Utknął.
            Pchnęła go więc mocniej, usiłując się podrapać, ale zniknął pod gipsem i nie mogła go nawet uchwycić. Na pewno zablokuje dopływ krwi do nogi, którą trzeba będzie w  końcu amputować. A wszystko przez to nieznośne swędzenie, jakby miała pokrzywkę.
            Sprawę pogarszało to, że jej sąsiadka niczego nieświadoma, wciąż robiła na drutach, bo miała przy sobie zapasową parę. Na wypadek, gdyby jakaś głupia krowa z sąsiedniego łóżka postanowiła wsunąć jeden z drutów pod gips.


Zacytowany przeze mnie fragment  pochodzi z książki "Francuska oberża", którą króciutko zaprezentowałam w poprzednim poście.
A przypomniał mi on o tym, że sama ponad trzydzieści lat temu również w podobny sposób używałam druta; byłam po wypadku samochodowym i miałam złamany obojczyk.
Zafundowałam sobie w ten sposób sześć tygodni gipsu, a swędzenie pod nim było po prostu torturą. Tylko drut był idealnym narzędziem, który użyty w celu podrapania się przynosił ulgę.


              Szalik niestety przybywa powoli, bo chociaż robię go prostym patentowym ściegiem wciąż mi uciekają oczka i muszę pruć. Chyba się rozkojarzam przy dzierganiu. I w ten sposób wiosna mnie zastanie z szalem na drutach.


Nadal więc dziergam  szal oraz czytam i słucham. A czytam polski thriller z gatunku medycznych pt. "Japońskie cięcie", autorstwa Krzysztofa Kotowskiego. Kryminały, thrillery to są gatunki literackie, które traktuję na marginesie swojego czytelnictwa, ale ten nawet przypadł mi do gustu. 

Słucham natomiast "Chinlandię" 
źródło


A w związku z tym, że post zaliczam do spotkań środowych u maknety pozdrawiam ciepło i serdecznie grupę wspólnie dziergająca i czytającą.







10 komentarzy:

  1. No wlasnie, tez kiedys slyszlama o takim wykorzystywaniu drutow :)))) Ja z tego dziergania przerzucialam sie na haftowanie, bo widzialas co mnie pochlonelo, zebym tak z 6 rak miala i 48 godzi na dobe, to wtedy byloby robotkowe szalenstwo;) Serdecznosci:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdyby nie Twój post, trwałabym w błogiej świadomości, że dziś mamy wtorek. Uciekają mi gdzieś te dni, tracę rachubę. Uśmiałam się z tej drutowej przygody. Patent nie jest taki prosty, a nakładanie sprutych oczek jest naprawdę wyjątkowo trudne. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Druty od zarania wieków towarzyszą zagipsowanym kończynom tudzież innym częściom ciała- nic tak nie koi swędzenia, jak druty :p Pozdrawiam cieplutko :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. No tak! I ja poznałam takie wykorzystanie drutów do włóczki:) Moje nie utknęły, ale systematycznie, co kilka lat były w użyciu. Na nodze tylko raz, na rękach - kilka:) Dawne czasy.
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  5. To że miała zapasowe druty wcale mnie nie dziwi. I pewnie torbę wełny. Bez tego zadna dziewiarka się nie rusza. 😁

    OdpowiedzUsuń
  6. To że miała zapasowe druty wcale mnie nie dziwi. I pewnie torbę wełny. Bez tego zadna dziewiarka się nie rusza. 😁

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja na szczęście kończyn nie połamałam, ale słyszałam o tym przeznaczeniu drutów.
    Chciałam powiedzieć, że mój tato wysłuchał w telewizji, że kobiety robią czapki dla uchodźców z Afganistanu. Ponoć to jest masowa akcja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znalazłam nawet na ten temat artykuł "Tona czapek dla Afganistanu. Zrobili je poznańscy włóczkersi" :) Świetna akcja.

      Usuń
  8. I bez gipsu druty dobrze sprawdzają się jako drapak :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Pozdrawiam tych dziergających, ja, niedziergająca...miłego dnia Anno...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i pozostawione słowo.