czwartek, 26 stycznia 2017

Środa w czwartek, czyli spóźniony post...../9/

 
        Dzisiaj wprawdzie czwartek, nie środa, ale ja jeszcze w temacie  dziergania i czytania. Sporo środowych spotkań u maknety ominęłam, gdyż czytać czytałam, ale jakoś nie miałam pomysłu na dzierganie. Kiedyś w porywie nagłej chęci chwycenia za druty obkupiłam się w resztówki różnych włóczek. Dzisiaj patrzę na nie i kombinuję co z tej różnokolorowej zbieraniny mogę zrobić. Jak na razie wymyśliłam kolejny szal, który zaczynałam co najmniej trzykrotnie. A to był za wąski, a to za szeroki aż wreszcie zaczęło go przybywać. 



Nadal jest trochę za szeroki, ale taki już zostanie. Wprawdzie marzę o tym, by zima jednak sobie poszła jak najszybciej do morza to jednak szal powstaje...jak nie na tę zimę jeszcze, to na następną się przyda, jak nie mnie to córce.
Korale, które przy okazji prezentuję też powstały nie dawno....rzadko już się bawię w tworzenie biżuterii, chociaż i tu zapasy mam jeszcze spore. Te z korala prasowanego powstały spontanicznie i muszę przyznać, że mimo  swej skromności, a może własnie dzięki niej,  fajnie się prezentują. Może powstaną do kompletu kolczyki.

"Francuska oberża" to druga książka w tym miesiącu czytana...skończyłam ją czytać właśnie wczoraj, czyli w środę. Książka wpierw mnie zachwyciła okładką .... ten niebieski kolor do mnie przemawia, mimo iż sama poza dżinsami innych niebieskości na siebie nie zakładam, lub sporadycznie, ale musi to być odcień, w którym się dobrze czuję. A następnie spodobał mi się jej klimat, taki francusko - angielski. Angielska pisarka o Francuzach. To ciekawy zabieg literacki, ale wyszło bardzo sympatycznie i wciągająco. Nawet żałowałam, że tak szybko przyszło mi się rozstać z miłą angielską parą, która koniecznie chciała prowadzić oberżę w niewielkiej, urokliwej francuskiej miejscowości i małą, ale bardzo zróżnicowaną   społecznością, wśród której znajdowali się  przeciwnicy i sympatycy ich poczynań. 
Polecam tę książkę na zimową chandrę, mimo że jej akcja toczy się również zimą, gdyż wypływa z niej dużo pozytywnej energii, chociaż nie brak w niej również smutnych wątków. Ogólnie jednak poprawia nastrój. 

Pozdrawiam ciepło uczestniczki spotkań środowych i wszystkich, którzy do mnie zajrzą.



niedziela, 15 stycznia 2017

Zima na Garbku, czyli zasypało na biało........


             Zima się nam umacnia a ponieważ wczoraj, przy okazji pobytu w Tuchowie - na Garbku,  udało mi się pstryknąć kilkanaście zdjęć dzisiaj będzie dzisiaj  blogu zimowo.
Do kolorowych wspomnień powrócę  w następnym poście.







 A za oknem śnieg pada i pada ......a ja sobie przypomniałam kuligi z lat 70-tych.....







 Pozdrawiam wszystkich niedzielnie i zimowo....




poniedziałek, 9 stycznia 2017

Przegląd albumów zdjęciowych......rusałka pawik....




        Za oknem zima, mróz zelżał, ale jest za to trochę ponuro. W moich albumach zdjęciowych natomiast feeria kolorów. Nie pamiętam jakie pokazywałam na blogu a jakie jeszcze nie, ale podejrzewam, że i Ci którzy tu zaglądają też tego w pamięci nie mają więc trochą nimi Was po energetyzuję w ten zimowy czas, w oczekiwaniu na wiosnę. Najlepiej się to robi przy pomocy kwiatów i motyli i te pójdą na początek.


Wrzesień 2015 roku....spędzałam go w Tuchowie z moją droga teściową. W zagrodzeniu dla kur rośnie nawłoć, która w tamtej ciepłej, słonecznej,  jesieni  przyciągała swym nektarem owady i motyle....A ja miałam niepowtarzalną okazję na sesje zdjęciowe. Pstrykałam i pstrykałam.

Dzisiaj na słonecznej nawłoci rusałka pawik......





     "Długość ciała 35 mm, rozpiętość skrzydeł 50–55 mm. Ma skrzydła ubarwione w intensywnie brązowo-czerwonym kolorze. Najbardziej charakterystyczną cechą tego gatunku, po której łatwo odróżnić go od innych gatunków motyli są duże, wielokolorowe (niebiesko-czarne) plamki („pawie oczka”) na końcach przednich i tylnych skrzydeł. Te plamki to mechanizm obronny; imitując oczy mają zasugerować ewentualnemu napastnikowi, że czai się tutaj groźny drapieżnik"./Wikipedia/



czwartek, 5 stycznia 2017

Zimowa sceneria.......i Hana Zagorowa w piosence o zimie.....



     Nasze iglaki ubrały się dzisiaj  w zimowe czapeczki...




A samotny barwinek wychynął z  pod puchowej pierzynki.





Kto pamięta Hanę Zagorową........



Miłego jutrzejszego świętowania i przedłużonego w ten sposób weekendu.

wtorek, 3 stycznia 2017

Zima nadeszła z Nowym Rokiem......



             I już mamy Nowy Rok. Ja w zasadzie nigdy niczego nie planuję ani nie robię żadnych postanowień,  a  i też niczego specjalnie po kolejnym roku się nie spodziewam. Żal mi czasem tylko, że tak szybko moje życie upływa. A teraz staram się cieszyć każdym dniem i nie dać się zwariować temu co się dzieje w dużej czy też małej polityce ani wokół mnie. W sumie nie mam na to wpływu żadnego a zatem mogę być tylko obserwatorem i ewentualnie starać się nie ulegać emocjom.
Nie przepadam za zimą a szczególnie, jako osoba zimnokrwista, za  mrozem więc nadejście zimy mnie nie zachwyca, ale skoro nadeszła to niech będzie. Pogodą nas straszą wszystkie prognozy, ale ja nie muszę wychodzić z domu to się tym zbytnio nie przejmuję. A z okna mogę również obserwować to co za nim się dzieje a dzisiaj odwiedziły nas mazurki, które bardzo lubią naszą pigwę.




 Jak mówi polskie przysłowie : "Nowy Rok nastaje, każdemu ochoty dodaje".

I tego życzę wszystkim  czytelnikom mojego bloga, by N0wy, 2017, Rok dodał Wam ochoty.